Minął rok od ostatniego razu kiedy opublikowałałam post na blogu. Nie mam pojęcia co się stało, ale przypuszczam że pojechałam do Polski, a kiedy wróciłam całkowicie zapomniałam o tym żeby chodzić na siłownię, żeby dbać o swoje zdrowie. W międzyczasie też poznałam chłopaka. Dzisiaj będzie pięć miesięcy odkąd jesteśmy razem i o tych pięciu miesięcy byłam na siłowni pięć raz. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie po prostu się rozleniwiłam. A jak było tego mało to zaczęłam częście jeść na mieście. Właściwie to pięć razy w tygodniu jem na mieście tak naprawdę jest bardzo niezdrowe. Zazwyczaj wygląda to także jem fastfooda coś na szybko z najbliższego sklepu obok pracy. Praktycznie co tydzień pracuję w innym miejscu więc też trudno znaleść sobie stałe miejsce do jedzenia. Jestem pewna że nie jestem jedyną kobietą na tym świecie która ma taki problem. Jednak plusem pracy w różnych miejscach jest odwiedzenie nowych pięknych miejsc
np. Oxford street w Londynie z ogrodu na szóstym piętrze.
Kiedy byłam na studiach miałam więcej czasu wolnego, ale też przede wszystkim miałam więcej energii. A wracając do domu po pracy nie mam siły iść na siłownię, a jeśli już mam trochę siły tą wolę spotkać się z chłopakiem i iść do restauracji coś zjeść. Ostatnio moim ulubionym daniem są noodles and seafood czyli makaron z owocami morza. Mój chłopak zabrał mnie to taki mały sympatyczny Chińskiej restauracji i uzależniłam się od chińszczyzny. Nigdy nie byłam wielką fanką makaronów nie przepadam za nimi, a raczej powinnam powiedzieć nie przepadałam.
Strasznie trudno jest być na diecie kiedy wokół mnie ciągle jest jakieś pyszne niezdrowe jedzenie którego ciężko sobie odmówić.
No comments:
Post a Comment